KONTAKT
Ulubione
FB

O spalonym obrazie.

W 1984 roku namalowałem obraz ( 125 x 160 cm ) pod tytulem "Na postronku"...

 

Już wcześniej, w 1983 roku, ten motyw pojawił się w czarno - białej grafice z cyklu "Młot na czarownice":

 

W 1985 roku powstała kolorowa akwaforta z tintą o tym samym tytule :

 

A wiele lat później intarsja ( wykonana przez Zbyszka Juszczaka ) :

 

Obraz nie był publicznie wystawiany, ale zobaczył go w pracowni P. G. fotografik z Warszawy, miłośnik mojej twórczości ( posiadał już kolekcję grafik i kilka obrazów ). Zamierzał wyjechać z Polski na stałe do Hiszpanii ( ale razem z obrazami ! )
W 1986 roku sprzedałem mu to płótno. Nota bene w dzien , kiedy obraz był wysyłany do Warszawy ( transport przez jego znajomych , pociągiem ) poznałem studentkę historii sztuki z Amsterdamu, Gerdien Verschoor, która akurat przyjechała do Polski, spotykała się z artystami, później organizowała ich wystawy w Holandii. Od tego czasu jesteśmy w przyjaźni.

 

Gerdien jest teraz dyrektorem Codartu ( organizacji skupiającej kuratorów sztuki niderlandzkiej i flamandzkiej ) cztery lata temu napisała tekst do katalogu mojej wystawy w Muzeum Narodowym ( O czarownicy i pustelniku. O "czymś" i "niczym" w twórczości Jacka Sroki ).
W ubiegłym roku zadebiutowała powieścią. Przez lata nie słyszałem ani o P. G. ani o obrazie. Aż w 2009 roku... dowiedziałem się , przypadkowo, że P.G. już nie fotografik a urzędnik magistracki, mieszka w Hamburgu ( razem z obrazami ).
I zaraz przyszła inna wieść, i smutna. W pożarze jego mieszkania spłonął dobytek, obrazy ale, i to najtragiczniejsze, zginął jego partner życiowy.

 

Tę poruszajacą wiadomość potwierdził sam P.G., telefonując do mnie . Prosił o pomoc w restauracji obrazu, który, jako jedyny, ocalał fizycznie. Na początku myślałem, że zrobi to konserwator, ale koszty okazały się ogromne, trudne do zaakceptowania przez czlowieka, który, w nieszczęściu, utracił wszystko, także materialnie. Pomyślałem, że sam spróbuję "naprawić" stratę. Obraz przyjechał do Krakowa.

 

Płótno i grunt zachowały się nadspodziewanie dobrze, gorzej farba, stopiona, trwale pociemniała

 

Naciągnąłem płótno na blejtram:

 

oskrobałem i uzupelniłem braki gruntu:

 

Postanowiłem zachować ( odciąć ) fragment spalony i zniszczony, a resztę namalować "na nowo", nie dosłownie i nie kopiując, choć trudno mówić o nowej wersji, raczej mutacji( ? )

 

posiłkowałem się fotografią obrazu, więc robota ( niespecjalnie twórcza ) , szła dobrze:

 

Ostatecznie doszedłem do takiego stanu:

 

W końcu lat dziewięćdziesiątych spłonął w Warszawie, tym razem doszczętnie, inny moj obraz; zatytułowany "Albo albo ( 63 kochankow )", 1986:

 

była i taka grafika;

 

tu kochanków ( kochanek ? ) było już 73. I taka to historia ( ze wspomnień peintre - graveura ).

Copyrights: Jacek Sroka 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone
Script logo