KONTAKT
Ulubione
FB

Wprowadzenie do katalogu wystawy grafiki w Galerii Sztuki Współczesnej, Przemyśl

Jan Fejkiel

W roku 1980, po IV roku studiów na Wydziale Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie Jacek Sroka wyjeżdża do Austrii i Niemiec. " Wtedy wszyscy marzyli o wyjeździe" - powie wiele lat później. 
Skok w nieznane staje się artystyczną przygodą. Przez miesiąc jest codziennym gościem w wiedeńskim " Kunsthistorisches " . Za niebagatelne w owych czasach dla Polaka 100 dolarów kupuje album Francisa Bacona - idola swego pokolenia. Potem przenosi się do Bonn, gdzie przygotowuje wystawę w Atelier 77/ ELF. Zbiera pochwały w prasie i przez dwa miesiące żyje ze sprzedaży rysunków. To pierwsze zetknięcie artysty z Zachodem, wielkimi kolekcjami sztuki dawnej i najnowszej, a także z tamtejszym systemem galeryjnym. Jak na krótki, trzymiesięczny pobyt, dużo wrażeń. Z pewnością nie pozostanie to obojętne dla jego dalszego rozwoju artystycznego. 
Jacek Sroka należy do tej generacji artystów polskich, których wczesna młodość przypada na schyłkowe lata PAL, a artystyczny debiut, już po opuszczeniu akademii, na okres stanu wojennego. Choć suche zestawienie dat brzmi niepokojąco, a nawet pesymistycznie, nie znaczy to, że Sroka należy do artystów straconego pokolenia. Nie znaczy też, że okres ten jest bez znaczenia dla jego twórczości. 
"To była gorączka - wspomina przełom lat 70 i 80 na akademii - ludzie chodzili jak nakręceni, była nas ogromna ilość, piło się, paliło, śpiewało...". Także i pracowało się, trzeba dodać. Pokolenie Sroki to jedno z najciekawszych w powojennej grafice krakowskiej. 
Wczesne doświadczenie sztuki na Zachodzie miało z pewnością wpływ na jego artystyczną świadomość. Jednak głębszych źródeł twórczości Sroki nie należy poszukiwać zbyt daleko. Jacek Sroka dzieciństwo i lata szkolne spędził w Nowej Hucie. Być może w tej szczególnej dzielnicy Krakowa łatwiej było niż w jakimkolwiek innym miejscu o zetknięcie z dziwnością egzystencji ludzkiej. To w bystrej obserwacji społeczności oderwanej od własnych korzeni, jak sam artysta mówi " towarzystwa nawiezionego", kształtował się zaczyn "komedii ludzkiej" Sroki. Doświadczenie tego świata w znacznym stopniu, jak sądzę, przesądziło o potrzebie "opowiadania", a co za tym idzie o głębokim przywiązaniu artysty do twórczości figuratywnej. " Figuracja ta na styku patosu i groteski, poczucia humoru i odczucia absurdu personifikuje bardzo osobistą wizję świata. Ponieważ artysta nie ma zbyt wygórowanego mniemania o populacji, do której należy, a jego wizja człowieka daleko odbiega od klasycznego ideału, narusza tabu łączone z przedstawieniem postaci ludzkiej [...]. Sposób, w jaki łączy szyderstwo, brutalność, bywa, że i obscenę z poczuciem humoru i idyllicznym niemal wdziękiem, nadaje jego sztuce na wskroś oryginalny charakter [...] Jest twórcą społeczności podrzędnej, niedorobionej, zabawnej, choć i groźnie szczerzącej kły. Jest w niej patos i wulgarność półświatka, coś z życia marginesu.[...] Artysta przedłuża ich żywot, dorabia pochodzenie, wpisuje w krąg wartości wyższych. "

" Wpisywanie w krąg wartości wyższych ", o którym pisałem we wstępie do katalogu wystawy artysty w Jan Fejkiel Gallery w 1992 roku zaczyna się dość wcześnie, bowiem populistyczni bohaterowie jego wczesnych prac, trochę lumpy, trochę apasze, szybko zyskują literacką tożsamość. W roku 1983, nie zapominajmy o dacie - to mroki stanu wojennego - powstaje znamienny cykl pt. "Malleus Maleficarum" inspirowany słynnym średniowiecznym traktatem inkwizycyjnym Jakuba Sprengera i Henryka Kramera ("Młot na czarownice"). W tym - jak określa go Tomasz Gryglewicz - sado-masochistycznym cyklu, w sposób bardzo zresztą umowny nawiązującym do tekstu, postać ludzka przybiera kształt groteskowego "zwierzoczłekoupiora", śmiesznego i strasznego - być może jednego z najbardziej niepokojących przedstawień powstałych w grafice tamtych czasów. W niewielkich pracach, jakby pomyślanych dla odbioru prywatnego, w sposób niezwykle ostry i bezkompromisowy dochodzą do głosu te cechy stylu artysty, które w mniejszym lub większym stopniu zawsze obecne będą w jego twórczości; groteskowość, szyderstwo, balansowanie na granicy obsceniczności bardziej zresztą śmiesznej niż gorszącej. Metafora wszechpanującego zła często oscyluje na granicy szokującej dosłowności. Cykl ten to prowokacja i manifestacja pokoleniowa, ale i znak czasu. Jaka inna jednak mogła być reakcja młodego artysty na otoczenie roku 1983? 
W pierwszych latach po studiach Jacek Sroka tworzy grafiki czarno-białe. Generalnie biorąc atmosfera tych lat nie nastrajała kolorowo. Kolor jednak intrygował artystę. Uprawiał przecież malarstwo, był otwarty na zjawiska sztuki współczesnej (nie bez przyczyny w jego otoczeniu mówiło się: "patrzy jak Sroka w de Kooniga") świadom był dominującej w aktualnej sztuce ekspresji koloru. Spore znaczenie dla ewolucji koloru w jego grafice miał kontakt z pracownią Stanisława Wejmana, z którą artysta związał się w krakowskiej akademii w latach 1982-89. Wydaje się, że pracownia ta była dla generacji Sroki łącznikiem między tradycją a nowoczesnością. W sztuce Wejmana musiało się podobać groteskowe widzenie świata, stosowanie deformacji, sarkastyczne poczucie humoru. Nie bez znaczenia był też fakt, że Wejman już od połowy lat siedemdziesiątych eksperymentował z kolorem. 
Pierwsze kolorowe grafiki Jacka Sroki powstają koło połowy lat 80. Równocześnie artysta powiększa format swych prac, udowadniając ponad wszelką wątpliwość, że doskonale radzi sobie z nowymi możliwościami ekspresji artystycznej. W następnych latach - już w dużych formatach prac- potrafi być oszczędny w syntetycznym ujęciu kształtu, jak i rozrzutny w mnożeniu szczegółów. Z równą swobodą zagospodarowuje niewielkie jak i duże powierzchnie płyty graficznej. Można jednak zaryzykować stwierdzenie, że w drugiej połowie lat osiemdziesiątych grafika Sroki, mimo wchłonięcia koloru żyje w znacznej niezależności od malarstwa. Dominuje rysunek - drapieżny, wyraziście określający formę, narzucający swą ekspresję. 
Wizja świata i ludzi stwarzana przez artystę nie jest optymistyczna. Człowiek to monstrum, a kontakty między ludźmi opierają się na dominacji lub agresji (" Beso de Cortesia albo czarny dom", "Na postronku", "Nam i Im"). Miłość jest pokraczna ("Kochankowie"), natura zagrożona ("Ostatni pejzaż"), a pies zjada dziecko (" Ten pies zjadł dziecko"). Żyjemy w przededniu apokalipsy, a za parawanem pozornie racjonalnie zorganizowanego życia czai się strach. Zapewne wizja ta byłaby nie do zniesienia, gdyby nie styl i forma grafik Sroki. Przy brutalnej ekspresji i szokującym temacie ironiczny dystans, świadomie "naiwne obraźnictwo" i poczucie humoru rozładowują napięcie. Nie do końca chyba jednak. 
Z czasem, już w połowie lata 90., relacje pomiędzy grafiką a malarstwem stają się coraz wyraźniejsze. Obie dyscypliny ściślej wpływają na siebie. Można mówić o ich wzajemnej, twórczej inspiracji. I choć często pierwowzorem pomysłu na grafikę jest olej, nigdy jedno nie jest reprodukcją drugiego. Często zresztą obraz od grafiki dzieli kilkuletni dystans narzucający nowe opracowanie tematu. Mistrzowskie opanowanie obu technik rozszerza możliwości warsztatowe artysty. Zdarza się, że pomysł, który nie do końca udał się w malarstwie, weryfikowany jest w grafice. Malarz także rozbudza w grafiku ambicje przekroczenia ograniczeń technologicznych. Efektem tych pokus jest jedna z największych znanych mi akwafort pt. " Budowa świata " odbita na wielkoformatowej prasie we Francji. Ta niecodzienna praca - tak przez swe wymiary jak i poziom artystyczny -prezentowana po raz pierwszy w Jan Fejkiel Gallery w 1992 roku, obecna jest na dzisiejszej wystawie. 
Korespondencja sztuk - zależności pomiędzy malarstwem a grafiką w twórczości Jacka Sroki - to temat pasjonujący, wymagający zresztą szerszej refleksji. To w kooperacji obu dyscyplin kształtuje się niepowtarzalna figuracja artysty. W okresie dwudziestu lat, które upłynęły od debiutu Sroki, figuracja ta podlegała ciągłym zmianom. Nie sposób w krótkiej nocie uchwycić wszelkie meandry tych przemian, jeśli jednak porównamy jego grafiki z drugiej połowy lat 80. z powstałymi dziesięć lat później, uderza przemiana stylistyczna, której podlegały. Napięcie jakie towarzyszyło jego dawnym pracom, groteskowość ujęcia, często wręcz karykaturalna deformacja w następnej dekadzie ulegają wyciszeniu. Rysunek, tak wrażliwy zapis namiętności lat osiemdziesiątych, częściej ustępuje malarskiej plamie, indywidualną charakterystykę postaci zastępuje uproszczony, często multiplikowany motyw. Powstają duże prace artysty ("Kolorowe aspekty bycia służącym" 1999, "Siedmiu wspaniałych" 1999, "Kostium kąpielowy z rytuałem masońskim" 2000). Artysta nadal żywo reaguje na rzeczywistość, ale jego inspiracją jest, jak zawsze, literatura, wydarzenia historyczno-polityczne, rytuały chrześcijańskie i masońskie. Z tych źródeł czerpie pełnymi garściami, nie obawiając się zarzutów o eklektyzm. Jest mistrzem łączenia sprzeczności, tematów kultury " wysokiej" z " niskimi " , metafory z dosłownością, treści uczonych z przekazami trywialnymi. Komu innemu nie uszłoby to na sucho. Jackowi Sroce od dawna się udaje. 

Dodaj komentarz
Copyrights: Jacek Sroka 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone
Script logo